Szedł właśnie Alan po Łące Ognia-niby ważnym i wszem i wobec miejscu które zwiedzają dziesiątki turystów dziś świeciło pustkami. Dlaczego? Bo tak jest zawsze. Ludzie zbierają się tu tylko podczas Rocznicy Przystąpienia Ognia Do Meri. Rzadko był tu ktoś prócz chłopca obecnego tam codziennie. Złotowłosy nie miał za wielu przyjaciół. Konkretnie żadnych. To wszystko było winą jego ojca który odstraszał wszystkich i wszystko, a 12-latka zapracowywał tak, że ten i tak nie miał czasu na nic innego niż nauka i praca. Teraz wracał ze szkoły myślał jak by się zachowała mama gdyby wiedziała co się dzieje w domu. Na pewno by go obroniła lecz niestety umarła przy narodzinach Alana. Ojciec wciąż go za to wini co chłopiec widzi w jego stale smutnych oczach. Przy samych drzwiach swojego domu niebieskooki krzykną z bólu. Gospodarz podszedł do niego i krzyknął:
-Co znowu?!
W odpowiedzi chłopiec pokazał mu wewnętrzną stronę obu dłoni na których były Anioły.
Chłopiec o złotym sercu
Lecz ciemnej duszy, mędrcu